Ile tracą Izrael i Palestyna w dobie konfliktu

Ostatnie dni to ponownie skupienie uwagi międzynarodowej na konflikcie między Izraelem a Palestyną, który wyraźnie odsunął na bok wcześniejszy sukces premiera Netanjahu z programem szczepień. Każda wojna, mniejsza lub większa, to też koszta ponoszone przez jej strony, w tym gospodarcze straty. Bilans tego konfliktu, nawet chwilowo ugaszonego, może być szczególnie negatywny – szczególnie po problemach, z jakimi borykali się Palestyńczycy i Izraelczycy w trakcie pandemii.

Odcięcie od lotów zagranicznych, zrujnowane budynki i domy w Strefie Gazy, ewakuacja większości Izraelczyków do schronów, wzajemne akty wandalizmu oraz zamieszki na ulicach izraelskich miast. Taki jest obraz sytuacji w Izraelu w połowie maja, kiedy to doszło do ponownej eskalacji na linii Palestyna-Izrael po atakach rakietowych ze strony Hamasu na izraelskie miasta (wg ekspertów największych w historii tej wojny), zdaniem tej organizacji sprowokowanych przez kolejne przesiedlenia ludności dokonywane na Palestyńczykach. Pomijając jednak bardzo trudny i budzący wiele kontrowersji aspekt polityczny konfliktu, budzi niepokój aspekt strat ponoszonych po obu jego stronach – nie tylko w ostatnich dniach, ale już znacznie dłużej. Nawet przy osiągnięciu porozumienia między stronami, może ono okazać się bardzo kruche.

Stan Izraela

Pandemia okazała się mocnym obciążeniem także dla izraelskiej gospodarki, gdyż szacuje się, że do końca roku 2021 zadłużenie tego państwa osiągnie poziom 75% PKB (przy 60% zaledwie dwa lata wcześniej). Okoliczności wyraźnie nie sprzyjają ustabilizowaniu, bowiem także polityczna sytuacja w Izraelu jest bardzo nietypowa – w ciągu ostatnich 2 lat odbyły się już czterokrotnie wybory, po ostatnich zaś nie utworzono stabilnego rządu i bardzo możliwe są kolejne. Choć Izrael nie odnotował aż tak mocnego spadku PKB jak inne państwa w pandemicznym roku 2020 („zaledwie” 2,6%), to konsumpcja zaliczyła równie mocne spadki, co w Europie czy USA. To, czy obecne starcia z Hamasem okażą się krótkim epizodem i dojdzie do w miarę prędkiej deeskalacji, tak jak miało to miejsce już w historii, będzie miało bezpośredni wpływ na kwestię odbudowy gospodarki Izraela po kryzysie pandemicznym.

W przypadku szybkiego uspokojenia sytuacji można się spodziewać, że koszty poniesione po stronie Izraela będą stosunkowo niewielkie, szczególnie zważając na budżet wojskowy tego kraju, który od wielu lat przybiera bardzo obfite rozmiary, a także pozwala temu państwu na szeroko zakrojone działania odwetowe wobec Hamasu. Jeśli konflikt wymknie się spod kontroli i żadna ze stron nie będzie w stanie nad nim zapanować, a co za tym idzie nie zakończy (właściwie – wyciszy) się on w kilka tygodni, gospodarka Izraela oparta na dynamicznym rozwoju sektorów high-tech, IT i farmaceutyki może znieść jeszcze sporo ciosów, ale nie podoła poważnemu konfliktowi rozciągniętemu na miesiące czy lata i niepokojom społecznym na ulicach. Już teraz Izraelczycy tracą wiele choćby na odradzającej się powoli globalnej turystyce, bowiem w związku z napiętą sytuacją wiele międzynarodowych linii lotniczych – w tym polski LOT – wstrzymało swoje loty do Izraela, a władze wielu państw odradzają swoim obywatelom podróże w ten rejon.  

Palestyńska perspektywa

Zupełnie inaczej wygląda usytuowanie Palestyńczyków w trwającym konflikcie. Bez wątpienia to oni są największymi poszkodowanymi bieżącej sytuacji, gdy ofiary są liczone już w setkach. Obszary kontrolowane przez Palestyńczyków nie posiadają rozwiniętej gospodarki, mają bardzo ograniczony dostęp do wszelkich inwestycji i rozwoju, a ich PKB per capita to około 3,5 tys. dolarów, czyli prawie pięć razy mniejsze od polskiego. Jeden z organów ONZ, Konferencji Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju (UNCTAD), stwierdził w 2019, iż od wielu lat obszar Palestyny jest na krawędzi humanitarnej i ekonomicznej zapaści, szczególnie głęboko odczuwalnej w Strefie Gazy, która jest właściwie centrum obecnego konfliktu (w zestawieniu ze spokojniejszą sytuacją nad Zachodnim Brzegiem Jordanu). Jednym słowem, perspektywy gospodarcze Palestyńczyków nie rysują się dobrze. Także i oni zostali mocno poszkodowani przez pandemię w ostatnim czasie, nie mając jednocześnie dostępu do izraelskiego programu szczepień – ogromna większość Palestyńczyków nie otrzymała jeszcze nawet pierwszej dawki szczepionki (>90%).

Co ważne, Palestyńczycy nie stanowią jednolitej grupy skupionej pod tą samą władzą – część z nich podlega władzom Izraela, zaś pozostali mieszkają w kontrolowanych przez nich samych Strefie Gazy i Zachodnim Brzegu Jordanu. Aktywiści palestyńscy proponują teraz, aby połączono siły w sprzeciwie wobec działań Izraela i wzywają do ogólnonarodowego strajku (obejmującego właśnie Palestyńczyków niezależnie od tego, w którym z tych obszarów mieszkają). Takie wezwania stały się popularne m.in. w Nazarecie, jednym z izraelskich miast z najliczniejszą społecznością palestyńską. Zauważa się jednak, że te różne „odłamy” tożsamości palestyńskiej znacząco się między sobą różnią i trudno będzie wypracować im jeden wspólny front.

Bliskowschodni węzeł gordyjski

Choć społeczność międzynarodowa wyraziła już wyraźnie swój sprzeciw wobec eskalacji przemocy, niestety nie zanosi się w najbliższym czasie na jakiekolwiek pokojowe rozwiązanie. Pojawiają się znów głosy Palestyńczyków i wspierających ich środowisk o zastosowaniu tzw. BDS – z ang. bojkotu, dezinwestycji i sankcji, skierowanych wobec Izraela, który jest oskarżany przez nich o bycie odpowiedzialnym za konflikt i wynikłe z niego ofiary. Wystosowano w tym celu wiele listów m.in. do międzynarodowych korporacji prowadzących działalność także w Izraelu. Z drugiej strony obecne jest jednak wciąż poparcie dla Izraela ze strony wielu państw rozwiniętych, w tym sojuszniczych Stanów Zjednoczonych, a także częste wskazywanie źródła obecnej eskalacji w działaniach Hamasu i podnoszone przez Izrael argumenty, że działa on w ramach samoobrony.

Jak widać, obie strony konfliktu postrzegają go jako egzystencjalną walkę o swoje przetrwanie jako narody i trudno będzie uspokoić sytuację w regionie w najbliższym czasie, szczególnie po takiej skali działań zarówno ze strony Hamasu, jak i izraelskiej armii. Nawet po osiągnięciu porozumienia i ugaszeniu obecnego ognia konfliktu, każda nowa iskra może rozpalić go na nowo. Z raz obranej ścieżki przemocy trudno jest zawrócić, ale pozostaje mieć nadzieję, że uda się osiągnąć powrót Palestyńczyków i Izraelczyków do normalnego życia. 

Autor: Jakub Trzciński

- Advertisement -

Więcej artykułów

Zostaw odpowiedź

Please enter your comment!
Please enter your name here