Krajowy Plan Odbudowy w tarapatach?

Krajowy Plan Odbudowy ma być kompleksową odpowiedzią rządu na wyzwania stojące przed państwem w dobie pandemii i już po niej. Ten kluczowy dla odbudowy gospodarki program, który określa przeznaczenie środków otrzymanych z rekordowej puli środków Europejskiego Instrumentu Odbudowy, ma jednak przed sobą pewne przeszkody natury politycznej. 

Zgodnie z wymogami Unii Europejskiej stawianymi państwom członkowskich, Krajowy Plan Odbudowy ten ma wskazywać sposób przeznaczenia rekordowych środków unijnych o puli 750 miliardów euro, z których Polska otrzymać ma ponad 57 miliardów euro w latach 2021-2027 w ramach nowej perspektywy budżetowej. Taki zastrzyk pieniędzy potrzebny jest wszystkim europejskim gospodarkom mocno poturbowanym przez pandemię w ostatnim roku, stąd konieczność przyjęcia KPO i ratyfikacji decyzji o zwiększeniu zasobów własnych UE (z których to środki na odbudowę będą pochodzić) jest bardzo jednoznaczna.

Szanse oferowane przez KPO

Najpierw warto pochylić się nad tym jakie reformy oferuje KPO, które to zaprezentował w ostatnich dniach premier Mateusz Morawiecki. Skorzystać z niego będą mogły podmioty prywatne i państwowe, których wnioski z projektami zbierał w ostatnich dniach rząd. Już do końca 2022 r. do przeznaczenia będzie aż 70% z polskiej puli środków, więc „jest o co się bić”. Ważne są projekty infrastrukturalne – od wymiaru lokalnego jak odnowa usług komunalnych, aż po skalę krajową w postaci rozbudowy kolei i sieci dróg. Rekordowe mają być też środki przeznaczone na zmiany w energetyce (28,6 mld zł) i ochronie zdrowia (19,2 mld zł) – przede wszystkim w odpowiedzi na dwa największe wyzwania teraźniejszości: pandemię i zmiany klimatu. Jako kolejny kluczowy obszar inwestycji z KPO rząd wyznaczył dalszą cyfryzację polskiej gospodarki w celu wzmocnienia jej konkurencyjności w nadchodzących latach – tu ma być przeznaczone aż 13,7 mld zł.

(Nie)spodziewane przeszkody

Pod koniec lutego rozpoczęto konsultacje społeczne z zainteresowanymi podmiotami dotyczące KPO, mają one potrwać do 2 kwietnia. W przestrzeni publicznej pojawiło się już sporo wątpliwości co do realnego ich zakresu, a także kontroli nad przeznaczeniem środków przez rząd już po ich otrzymaniu od Unii Europejskiej.

Takie argumenty są jednak nieuniknione w przypadku tak dużego programu, z którego zresztą rząd uczynił jeden z ważniejszych elementów przebudzenia gospodarki w ramach spodziewanego „wychodzenia z pandemii”. Co innego czynniki polityczne, a te okazują się stać nieco na drodze w bezproblemowym przyjęciu KPO, a przede wszystkim w koniecznej ratyfikacji przez parlamenty narodowe decyzji o zwiększeniu zasobów własnych Unii Europejskiej.

Z racji skomplikowanej układanki w obozie władzy, rządzący potrzebują do ratyfikacji wsparcia obu swoich koalicjantów. O ile Porozumienie Jarosława Gowina udzieliło wsparcia projektowi mimo pewnych zastrzeżeń, to zupełnie inne sygnały płyną z Solidarnej Polski, drugiego partnera PiS. Już przy negocjacjach nad budżetem unijnym partia Zbigniewa Ziobry wyrażała ostry sprzeciw wobec jego przyjęcia, powołując się m.in. na zagrożenie dla suwerenności państw członkowskich. Temat ucichł, a budżet udało się przyjąć przy aprobacie wszystkich członków UE, ale sprawa wróciła jak bumerang.

Powtórka z „weto”

Od grudniowego ogłoszenia sukcesu w Brukseli przez premiera Mateusza Morawieckiego koalicjanci z Solidarnej Polski krytykują przyjęte przez Polskę propozycje unijne. Główna oś krytyki zasadza się teraz według posłów tej partii na sprzeciwie wobec planowanych reform w energetyce i stopniowej rezygnacji z węgla (czyli jednym z kluczowych obszarów w ramach KPO). 8 marca jeden z członków Solidarnej Polski, Tadeusz Cymański, potwierdził, że jego partia będzie głosować w Sejmie przeciwko decyzji. Bez głosów 19 posłów tego ugrupowania Zjednoczonej Prawicy brakować będzie potrzebnej większości do przeforsowania tego, co ma umożliwić uruchomienie środków z Funduszu Odbudowy. Wydaje się, że to stawia realizację KPO pod dużym znakiem zapytania, jednak w sukurs rządzącym może przyjść opozycja. Ta (z wyjątkiem Konfederacji) od początku popierała możliwość jak najbardziej sprawnego przyjęcia i wykorzystania przez Polskę nowych środków z UE, ale może postawić w tej kwestii własne warunki trudne do politycznego zaakceptowania przez PiS.

Polska do końca kwietnia powinna przedłożyć Krajowy Plan Odbudowy do Komisji Europejskiej, a skorzystanie ze środków będzie wymagało wcześniej wspomnianej ratyfikacji do uruchomienia Funduszu. Czas więc ucieka i polityczne tarcia mogą spowodować sporo trudności, a co za tym idzie opóźnić transfer ważnych środków do potrzebujących tego sektorów gospodarki. Podsumowując, można jednak powiedzieć, że tych komplikacji należało się spodziewać już od czasu ubiegłorocznego konfliktu w koalicji rządzącej wokół przyjęcia budżetu unijnego.

Autor: Jakub Trzciński

- Advertisement -

Więcej artykułów

Zostaw odpowiedź

Please enter your comment!
Please enter your name here