poniedziałek, 14 czerwca, 2021

Pucz w Birmie i gospodarcza przyszłość kraju

Przeczytaj koniecznie

W ostatnich tygodniach światem wstrząsnał niespodziewany zamach stanu dokonany przez birmańską armię, która przejęła władzę od demokratycznie wybranego rządu noblistki Aung San Suu Kyi. Skutki tego wydarzenia mają niebagatelne znaczenie dla gospodarki Birmy i rysują dla niej niebezpieczne perspektywy. Sporo w tej grze o birmańską przyszłość zależy od Zachodu.

Złośliwi powiedzieliby, że pucze wojskowe stały się już osławioną tradycją historyczną Birmy (zwanej obecnie oficjalnie Mjanmą) – ten, do którego doszło 1 lutego obecnego roku był bowiem już czwartym w ciągu ostatnich kilku dekad. W minionym dziesięcioleciu Birma eksperymentowała z demokracją, na której kontrolowaną formę przyzwoliła sama armia, która i tak zabezpieczyła odpowiednio ustrój, zapewniając wojskowym pełną niezależność od cywilnego rządu. Na tak wyznaczone warunki przystała też przede wszystkim dotychczasowa opozycja, która z Suu Kyi na czele wygrała wybory w 2015 roku i podjęła próbę reformowania Birmy. Jej partia, Narodowa Liga na rzecz Demokracji, wygrała także wybory w 2020 roku i to z mocną większością, a to już wyraźnie nie spodobało się armii pozbawionej przez to swojego autorytetu.

Między Wschodem a Zachodem

Dokonany zamach stanu wzbudził oczywiście szeroki sprzeciw społeczny, do dziś odbywają się liczne akcje sprzeciwu i protesty (teraz m.in. w formie cichego strajku), które jednak wojsko usiłuje zdusić siłą, a także odcinając np. czasowo dostęp do mediów społecznościowych, gdzie organizują się protestujący.  Jak można było się spodziewać, reakcja innych państw podzieliła się dość wyraźnie na dwa obozy – Zachód, który potępił zamach stanu i nie uznaje nowej władzy, a także państwa wschodnie obojętne lub przychylne nowej juncie wojskowej – choćby Chińska Republika Ludowa. W Radzie Bezpieczeństwa ONZ zablokowano już głosami Chin i Rosji rezolucję, która miała potępić zamach stanu, więc nie można spodziewać się jednolitej reakcji środowiska międzynarodowego. Z drugiej strony, w poniedziałek 22 marca Sekretarz Stanu USA Antony Blinken ogłosił nowe sankcje wobec Birmy, które to Stany Zjednoczone podejmą we współpracy z Unią Europejską, na ten moment wymierzone w członków armii. Dlaczego jednak paradoksalnie to może pogłębić problemy Birmańczyków i oddalić ich od zwycięstwa w walce o demokrację?

W potrzasku sankcji

Ostatnie lata były okresem bogacenia się Birmy. Dzięki otwarciu na zachodnie inwestycje, kredytom i zastrzykom pieniędzy choćby ze środków UE, dla Birmańczyków otworzyły się po długim czasie nowe perspektywy. Pozwoliło to na stopniową stabilizację sytuacji wewnętrznej i sukcesywny wzrost wszelkich wskaźników gospodarczych ponad 50-milionowego kraju. Teraz po przejęciu władzy przez wojsko i wydaje się, że zapewne definitywnym z racji jej wieku, wykluczeniu opozycjonistki Suu Kyi z życia politycznego po jej aresztowaniu, izolacja ze strony Zachodu może przynieść Birmie czas regresu gospodarczego i pogorszenie jakości życia całego społeczeństwa. 

Tymczasem, dzięki zręcznej polityce Pekinu junta wojskowa nie musi się obawiać o brak podparcia swojej władzy w sąsiedztwie, nawet jeśli Stany Zjednoczone i Europa opuszczą Birmę. W zamian za wsparcie dla wojskowych Chiny oczekiwać będą znacznego uzależnienia gospodarki birmańskiej od Państwa Środka – taką ekonomiczną presję zastosowały już skutecznie w większej skali wobec mniejszych sąsiadów Birmy. Z nią samą jednak przychodziło im to trudniej i dotąd wszelkie chińskie „przywileje” nie wchodziły w takim stopniu w życie, nawet mimo np. głośnych zapowiedzi specjalnych chińskich stref ekonomicznych w Birmie.

Można zatem powiedzieć, że dalsza sytuacja gospodarki Birmy, a co za tym idzie jej otwarcie na zachodni biznes i inwestycje, paradoksalnie leżą nie po stronie junty wojskowej, lecz właśnie Zachodu. Ci pierwsi poradzą sobie bez zachodniej obecności na rynku, jednak znacznie poważniej może odczuć to społeczeństwo birmańskie – które przecież przez zachodnie sankcje ma być chronione i wspierane.

Autor: Jakub Trzciński

- Advertisement -

Więcej artykułów

Zostaw odpowiedź

Please enter your comment!
Please enter your name here

Najnowsze artykuły